Mandat za rower na haku
: 16 maja 2017, 12:33
Mandat za rower na haku
Producenci przyoszczędzili, a klienci zapłacą? Można już dostać trzecią tablicę na bagażnik rowerowy. Mało kto zauważył, że większość dotąd sprzedawanych w Polsce bagażników na hak nie spełnia jednak nowych wymagań.
Jeśli jesteś złośliwym policjantem drogówki i widzisz, że ktoś wiezie rowery na haku, od razu wyjmij lizak. Od ubiegłego roku obowiązują przepisy, o których nie wiedzą – albo udają, że nie wiedzą – nawet niektórzy sprzedawcy bagażników. Rozporządzenie, po pierwsze, przewiduje wykorzystywanie bagażników na hak służących do przewozu rowerów (co dotąd było w ogóle nieujęte w przepisach) – i to się chwali. Po drugie jednak, ma wobec tych bagażników wymagania, których większość modeli sprzedanych dotąd w Polsce, a wśród nich wiele sprzedawanych do dziś, nie spełnia.
Zgodnie z przepisem bagażnik musi mieć oświetlone miejsce na tablicę rejestracyjną, kierunkowskazy, światła: awaryjne, pozycyjne, hamowania, przeciwmgielne i cofania. Żeby sprostać wymogom, bagażnik musi mieć 13-pinową wtyczkę, choć w Polsce sprzedawano jeszcze w ubiegłym roku głównie modele z wtyczką 7-pinową...
Zatrzymujesz więc klienta z rowerami i masz 99% szans na to, że powód do mandatu się znajdzie.
Trzeba przyznać, że tacy potentaci, jak Thule, szybko zorientowali się w treści nowych przepisów i wycofali z oferowania bagażników 7-pinowych. Inni do dziś sprzedają modele, za których użycie można dostać mandat. Jak to możliwe, skoro w większości krajów Europy już od lat takie produkty nie spełniają norm i nie są oferowane? Otóż, korzystając z tego, że w Polsce nie było żadnych przepisów na ten temat, polskim kierowcą sprzedawano produkty „potanione”, a w przypadku niektórych producentów – upychano po prostu towar niezbywalny w innych krajach. Ile można zaoszczędzić, sprzedając ekskluzywny bagażnik pozbawiony czterech oprawek z żarówkami, cieńszym kablem i wtyczką starego typu? Kilka euro. Ile musisz wydać, żeby ten bagażnik przystosować do nowych przepisów? Znacznie więcej, a nie zawsze przeróbka jest możliwa.
Pozostaje pytanie: jakim cudem sprzedawcy, w sumie profesjonaliści, nie znają aktualnych wymagań odnośnie towaru, który oferują klientom? To proste: nowych przepisów jest tak wiele i są podawane w formie tak zawiłych rebusów, że dopóki ktoś przypadkiem na nie nie wpadnie i nie ogłosi, to pozostają tylko na papierze. Pocieszające jest to, że minie jeszcze trochę czasu, zanim nasza drogówka się zorientuje.
Widzisz w sklepie bagażnik z niepełnym oświetleniem (albo już taki kupiłeś)? Masz dwa lata, żeby zauważyć wadę i go oddać. Albo go przerobią, albo wymienią na nowy – za darmo.
- źródło: AŚ
Producenci przyoszczędzili, a klienci zapłacą? Można już dostać trzecią tablicę na bagażnik rowerowy. Mało kto zauważył, że większość dotąd sprzedawanych w Polsce bagażników na hak nie spełnia jednak nowych wymagań.
Jeśli jesteś złośliwym policjantem drogówki i widzisz, że ktoś wiezie rowery na haku, od razu wyjmij lizak. Od ubiegłego roku obowiązują przepisy, o których nie wiedzą – albo udają, że nie wiedzą – nawet niektórzy sprzedawcy bagażników. Rozporządzenie, po pierwsze, przewiduje wykorzystywanie bagażników na hak służących do przewozu rowerów (co dotąd było w ogóle nieujęte w przepisach) – i to się chwali. Po drugie jednak, ma wobec tych bagażników wymagania, których większość modeli sprzedanych dotąd w Polsce, a wśród nich wiele sprzedawanych do dziś, nie spełnia.
Zgodnie z przepisem bagażnik musi mieć oświetlone miejsce na tablicę rejestracyjną, kierunkowskazy, światła: awaryjne, pozycyjne, hamowania, przeciwmgielne i cofania. Żeby sprostać wymogom, bagażnik musi mieć 13-pinową wtyczkę, choć w Polsce sprzedawano jeszcze w ubiegłym roku głównie modele z wtyczką 7-pinową...
Zatrzymujesz więc klienta z rowerami i masz 99% szans na to, że powód do mandatu się znajdzie.
Trzeba przyznać, że tacy potentaci, jak Thule, szybko zorientowali się w treści nowych przepisów i wycofali z oferowania bagażników 7-pinowych. Inni do dziś sprzedają modele, za których użycie można dostać mandat. Jak to możliwe, skoro w większości krajów Europy już od lat takie produkty nie spełniają norm i nie są oferowane? Otóż, korzystając z tego, że w Polsce nie było żadnych przepisów na ten temat, polskim kierowcą sprzedawano produkty „potanione”, a w przypadku niektórych producentów – upychano po prostu towar niezbywalny w innych krajach. Ile można zaoszczędzić, sprzedając ekskluzywny bagażnik pozbawiony czterech oprawek z żarówkami, cieńszym kablem i wtyczką starego typu? Kilka euro. Ile musisz wydać, żeby ten bagażnik przystosować do nowych przepisów? Znacznie więcej, a nie zawsze przeróbka jest możliwa.
Pozostaje pytanie: jakim cudem sprzedawcy, w sumie profesjonaliści, nie znają aktualnych wymagań odnośnie towaru, który oferują klientom? To proste: nowych przepisów jest tak wiele i są podawane w formie tak zawiłych rebusów, że dopóki ktoś przypadkiem na nie nie wpadnie i nie ogłosi, to pozostają tylko na papierze. Pocieszające jest to, że minie jeszcze trochę czasu, zanim nasza drogówka się zorientuje.
Widzisz w sklepie bagażnik z niepełnym oświetleniem (albo już taki kupiłeś)? Masz dwa lata, żeby zauważyć wadę i go oddać. Albo go przerobią, albo wymienią na nowy – za darmo.
- źródło: AŚ
